Wiersze  autorstwa 
Franciszka Kobryńczuka. 
Na stronie tej 
umieszczone zostały 
wyłącznie w celach 
dydaktycznych.
Nie zajmuję się 
ich dystrybucją.

Ewa Białek
                  

 

 

Myśliwskie pogwarki

W małżeństwie dzików żona to locha,
jej mąż – odyniec, dzieci – warchlaki,
a tabakiera, to dzika nochal,
kły górne – fajki, zgięte jak haki,
dolne to szable, biegi – to nogi,
racice – rapcie. U dzików gody,
to prościej huczka. Jest to czas błogi,
który wzbogaca piękno przyrody.

Piękną waderę wilk ma za żonę.
On – groźny basior, to jej małżonek.
Gdy jest potężny z wiekowym stażem,
wtedy nazywa się kobylarzem.
A stado wilków, to wprost wataha.
Ogonem, który zwie się polanem,
z radości ojciec dzieciom pomacha,
że może z nimi przebiec polanę,
porusza głową, czyli latarnią.
Oczy – to lampy. Ze swą dzieciarnią –
sforą, jak mówią, spokojnie leży,
pod starym dębem.
– Gdzie?
– W Białowieży.

W małżeństwie lisów liszka to żona,
mąż, to po prostu pies, jak nasz Burek.
Kita, to nazwa lisa ogona.
– O jakim lisie mówią, że żmurek?
– O takim, który ma kasztanowy
kolor od kity do samej głowy.
– Jakiego lisa nazwą jest węglan?
– Czarnego, bo ma odcienie węgla!
– Który to lisek jest niedolisek?
– To lisek młody – taki przedszkolak.
– Co ma takiego lis żmijką zwany?
– Na czarno brzuch ma pomalowany,
jakby go tuszem czarnym ktoś polał!
– Gdzie lis ma kwiatek i przy tym biały?
– Na końcu kity. Tworzą go włoski!
Lis w sprawie węchu jest wprost wspaniały.
Nosem – wietrznikiem – sięga do wioski.
Wie, czy z kurnika wyszły kokoszki.
– Po co mu taka wiadomość dziwna?
– Ciekawość twoja jest wręcz naiwna.
Lis przyjacielem moim najdroższym.
Nie powiem, po co pójdzie do wioski.
– Na pewno jajek kupić u nioski.

W stadle jeleni jest ona – łania,
lub łańka, gdy ma wiek młodociany,
on byk. Gdy młody po puszczy gania –
ciołkiem lub chłystem jest nazywany.
Badyle, to są nogi jelenia.
Uszy to łyżki, raciczki – szpice.
Pamiętaj szpice, to nie racice!
Poroże, które samiec wymienia
na coraz większe, zwie się koroną,
albo też wieńcem. Składa się ono
z trzech odnóg, które wymieniam teraz:
oczniak, nadoczniak oraz opierak.
A gdy ich nie ma, tylko dwie tyki
wetknięte w czaszkę jak dwa patyki,
to jeleń szydlarz. Jego poroże
z pięknym się wieńcem równać nie może.
Basista, to byk o grubym głosie,
Może ciołkowi zagrać na nosie.
Łani głos, dodam, ma dziwne brzmienie.
Myśliwi mówią, że to ględzenie.
Ciota, licówka lub przodownica,
to stara z dzieckiem swoim samica,
która przewodzi grupie lub chmarze.
Bobrzysko – w błocie kąpiel jeleni,
a rykowisko – gody – cel marzeń,
tych właśnie zwierząt podczas jesieni.

Żył kiedyś jeleń biały jak anioł.
Miał między tyki krzyż jasny wpięty.
Hubert, myśliwy bardzo namiętny,
ujrzał go w borze. Jak wryty stanął.
Zrozumiał wszystko i... został świętym.

W rodzinie łosi żona to klępa,
albo też łosza, ale nie łania.
Kiedy po pracy głowa jest tępa,
to do pomyłek człowiek się skłania.
Może te damy mylić niechcąco,
choć zoologię zdał celująco.
Małżonek męstwo na głowie znaczy
majestatycznym, pięknym porożem.
W dziecięcych bajkach nocami może
strącać nim gwiazdy do złotych naczyń.
Łoszak – syn łoszy i ojca byka
z matką po puszczy chwacko pomyka.
Jest łoś łopatacz i łoś badylarz.
Tego pierwszego płaskie poroże
kształtem do dłoni twej się przychyla.
Palce sękami w niej nazwać możesz.
Poroże także jest rosochate
u badylarza, ale bez łopat,
dlatego kształtem nie jest bogate.
Trudniej mu zatem na nieba stropach
zagarniać gwiazdy w ich korowodach.
A, szkoda!
Gody u łosi – to bukowisko.
Ot i wszystko!

Koza lub siuta, to kozła żona,
albo rogacza. Tak on, jak ona,
do saren rodu z dawna należą.
Mogą być polne, gdy w polu żyją,
albo też leśne, gdy z Białowieżą
żywot swój wiążą. Stąd można przyjąć,
że sarna leśna ma więcej wrogów,
natomiast polna ma mniej na ogół.
Na leśną wilków wataha czyha,
lub ryś z gałęzi jak kula spada.
Oj, licha dola jej, bardzo licha!
Tak nam się zdaje. Bo ona nadal
kocha tę puszczę jak ktoś Warszawę,
na tłok nie bacząc, na smog i wrzawę.

* * *

Moja wieś mała nad Bugiem leży,
na skraju lasu, pola i łąki.
Gdy byłem dzieckiem, to ileż przeżyć
doznałem tutaj! Stąd te skowronki,
szpaki, bociany, czajki i kosy,
jaskółki – całe to gwarne ptactwo
jeszcze mi dzisiaj jest za bogactwo,
jeszcze mam dalej jego nie dosyć.
Tu sarny obie – polna i leśna,
nie uciekały od nas swawolne.
Do szkoły z nami w pierwsze dni września
szły, lecz nie weszły, bo były wolne.

 

 

 

 

Strona główna
Dzięcioł czarny...
Gągoł...
Perkoz dwuczuby...
Żurawie...
Altanniki...
Bogatek wspaniały...
Dziobak...
Dzioborożce...
Euglena...
Głuptak...
Jemioła...
Kozodój...
Krab pustelnik i ukwiał...
Leniwiec...
Lotokot...
Mszyce...
Myśliwskie pogwarki...
Nasięźrzał...
Okapi...
Smużka...
Śmierdziel...
Widłak...
Wracają ptaki...
Żubr - Bison Priscus...
Żubr - Budowa żubra...
Żubr - Linienie...
Żubr - Porównania...
Żubr - Przedżołądki...
Żubr - Wiek żubrów...
Franciszek Kobryńczuk

 

 

Zobacz także:

Muzyka dla dzieci

Karaoke dla dzieci

Matematyka dla dzieci

Język polski dla dzieci

Franciszek Kobryńczuk
 - wiersze dla dzieci